Dwa życia na ziemi…


Żyjąc tu na ziemi prowadzimy życie doczesne (bieżące) i dbamy o to, które będzie po śmierci (życie duchowe). Może nie każdy zdaje sobie sprawę z tego, ale tak jest. Życie doczesne to jedno, a życie duchowe to osiągnięcie zbawienia. Należy pamiętać o jednym i drugim. Zadbanie o to drugie życie (życie duchowe) odbywa się tylko i wyłącznie tu na ziemi. Dlatego prowadzimy tak jakby 2 życia, życie doczesne i życie duchowe. Życie duchowe pielęgnujemy już podczas życia doczesnego. Jest to nasza jedyna szansa na to, żeby to życie duchowe po śmierci miało godne życie, było zbawione, żyło razem z Bogiem w niebie. Możemy nie wiedzieć jak tam jest, tam w niebie, ale przechodząc na tamten świat, nic już nie możemy zrobić. Teraz mamy szansę, aby zadbać o nasze dwa życia. Nie zmarnujmy tego, druga taka szansa się nie pojawi. Jeśli nie chcemy aby życie duchowe cierpiało, to zastanówmy się co możemy teraz zrobić.

Człowiek jest istotą wieczną. Ciało i dusza mają swoje potrzeby. Należy je wyważyć. Ciało pielęgnujemy na co dzień. Dbamy o to, żeby dobrze się czuć, być zdrowym, wypoczętym. O to musimy dbać cały czas, aby nasz organizm czół się dobrze. Tak samo jest z naszą duszą, różnica w tym, że tylko dusza przechodzi w życie wieczne. Tylko tu na ziemi możemy zadbać o ciało jak i o duszę. Za życia jesteśmy w stanie zrobić wszystko i w każdym czasie. Nawet chwila poświęcona dla duszy może pomóc jej w wiecznym życiu w niebie. Tylko żyjący mogą to zrobić, dla swojej duszy i dla duszy osób, które już nie żyją. Nasza modlitwa za zmarłych, odprawiane msze za zmarłych, odwiedzanie ich na cmentarzu, może pomóc duszy, która żyje już w wieczności, ale nie zdążyła za życia zadbać o swoją duszę. O to, aby tam w wieczności była spokojna.

Mając życie tu na ziemi, dbajmy o nie. Każda chwila jest ważna, każda chwila, która jest poświęcona dla duszy, czy to przez modlitwę, uczęszczanie w mszach, czytanie biblii, daje jej szanse na spokojne życie w wieczności. Mamy tylko jedno życie, tylko jedną szansę. Nie zmarnujmy tego. Żyjmy w miłości, a zwłaszcza w miłości do drugiego człowieka. Miłość, szacunek i pokora mogą być wytycznymi do przeżycia ziemskiego życia i do uszykowania życia wiecznego dla swojej duszy. Miejmy ją na uwadze, bo życie ziemskie trwa chwilę, a życie wieczne cały czas. Jest to nieskończone życie.

Czy wszyscy muszą wierzyć w Boga?


Świat jest podzielony na kontynenty, kraje, miasta itd. W każdym zakątku żyją ludzie o różnych kulturach, o różnym podejściu i o różnej wierze. Jest tyle zróżnicowanych podejść do w wiary w Boga, że na tym tle może dochodzić do niepotrzebnych agresji i złego traktowania siebie nawzajem. Czy tak naprawdę Bóg tego oczekuje? Czy tego chce abyśmy się wzajemnie ze sobą kłócili, walczyli? Głównym przesłaniem od Boga jest wartość każdego człowieka, oraz wzajemne budowanie tej wartości. Bóg nie chce, aby między nami były spory, chce abyśmy umieli ze sobą żyć, traktować siebie z jak najlepszym szacunkiem.

Kochaj bliźniego swego, jak siebie samego. To jest główne przesłanie. Każdy z nas ma wybór, jak chce to życie tu na ziemi poprowadzić. Bóg chce swoją nauką i swoim przesłaniem pokazać, jak można to życie przeżyć jak najowocniej. Jak wypracować sobie tu na ziemi odpowiednie miejsce tam w wieczności. Do tego potrzebna nam jest nauka kościoła, potrzebne są sakramenty święte. To wszystko prowadzi do osiągnięcia szczęścia wiecznego w niebie. Ale to od nas samych zależy jaką drogą pójdziemy, dlatego tak ważne jest wzajemne szanowanie siebie, nawet jak mamy odmienne podejście z drugą osobą. Osoba wierząca, niewierząca, z innymi zasadami. Takie osoby mogą się wspólnie dogadywać, tylko muszą chcieć. Przede wszystkim, szanować siebie nawzajem.

Uważam, że przekonywanie kogoś do swoich racji, może tylko pogorszyć relacje między sobą. Swoim życiem, swoimi zasadami można pokazać drugiej osobie, że można żyć inaczej, można mieć inne podeście do życia, do Boga. To wymaga własnej pracy i zaangażowania, niż na siłę przekonywać kogoś to swoich racji. Z mojego doświadczenia to pokazanie własnej wartości i własnej wiary jest owocne. Swoimi czynami wobec drugiej osoby możemy zachęcić do tego, że druga osoba sama będzie chciała zmienić swoje podejście do życia, do Boga. Oczywiście są osoby, które jeszcze mocniej się w to angażują np. osoby duchowne, ale też zwykli ludzie, którzy chcą głosić Boże zasady, że chcą nie tylko swoim życiem to pokazać, ale jeszcze dodatkowo to rozgłaszać, propagować. Jedni będą robić to lepiej inni gorzej, jedni z dobrym skutkiem, a inni mogą bardziej zniechęcić. Jakie działania nie zostałyby podjęte, uważam że każdy z nas ma wybór do tego, jak może swoje życie poprowadzić. Wybory mogą być różne, tak samo jak my jesteśmy różni, bo nie ma dwóch takich samych osób. Chodzi tylko o to jakie zasady każdy z nas przyjmie, którymi będziemy kierować się w życiu.

Czego oczekuję od innych?


Czego oczekuję od innych? Jak ktoś może spełnić moje życzenia? Co powinien dla mnie zrobić? Można nad tymi pytaniami długo się zastanawiać. Uważam, że warto w takiej sytuacji spojrzeć na to z drugiej strony. Czego oczekuje ode mnie osoba obok mnie: mąż, żona, dziecko, mama, tata, brat, kolega itp. Czego oczekują osoby z mojego otoczenia. Bo mogę mieć duże wymagania, duże oczekiwania, którego ktoś może nie spełnić. Tak samo jest w drugą stronę, to ktoś obok mnie, będzie miał duże wymagania, które ja spełnię albo nie. Wiadomo, że nie uda się każdemu dogodzić, ale warto zawsze podjąć próbę, chociaż jedną. Nie udało się w 100%, to może w 30%, 70%. Po podjęciu próby będziemy w stanie to ocenić.

Wracając do pytania „czego oczekuję”, chodzi mi głównie o to, co tak naprawdę bym chciał od tej drugiej osoby. Co musiałoby być zrobione, abym się tym zadowolił. I teraz pojawia się drugie pytanie, czy ten ktoś będzie chciał się tak zaangażować, żeby spełnić moje oczekiwanie. Do tego jest potrzebna relacja dwukierunkowa, ja się angażuję dla kogoś i ten ktoś jest w stanie zaangażować się dla mnie.

Wartość drugiej osoby jest ważna, a w moim przypadku jeszcze ważniejsza, niż ja sam. To bardziej mi zależy na relacjach z drugą osobą, nie czekając na odwzajemnienie. Wypracowuję je sobie angażując się, próbując spełniać oczekiwania innych. Wszystko wedle rozsądku, ale chce pokazać przez to pytanie i moje wyjaśnienie, że tak naprawdę, to ode mnie zależy, jaki ktoś będzie dla mnie. To moja praca nad sobą i praca nad lepszymi relacjami z osobą obok, pozwoli na to, że komuś będzie chciało się spełniać moje oczekiwania. Powtórzę jeszcze raz, że to moja praca od tego zależy, moje zaangażowanie.

Życzę każdemu, aby miał wkoło siebie ludzi, którzy bezinteresownie są w stanie pomóc. Ludzi, którzy nie będą niszczyć relacji, tylko je polepszać, bo nie z każdym można to wszystko zrobić. Można każdemu próbować spełniać oczekiwania, mimo ze nie każdy będzie je odwzajemniał. Niektórzy nawet mogą to wykorzystać, ale bez podjęcia próby i własnej pracy, nawet nie będziemy mieć okazji, polepszyć z kimś relacji. Nawet jeśli znajdzie się ktoś, kto wykorzysta pomoc. Wykorzysta dobroć, którą dostanie, to tak naprawdę robi przykrość sobie. Wykorzystując kogoś, wykorzystuje chwilę, a życie to nie chwila. To droga, którą trzeba przeżyć.