Dla kogo to robię…


Chciałbym zwrócić uwagę dla kogo lub dlaczego żyjemy. Zanim dojdziemy do takiego stanu, gdzie bez czyjejś pomocy jesteśmy w stanie o siebie zadbać, to nasze życie jest pod czyjąś opieką. Przeważnie tak jest, aczkolwiek różne sytuacje życiowe się zdarzają. Ale dochodzimy do tego pewnego wieku i co dalej? Żyjemy sami czy z kimś? Żyjemy dla siebie czy dla kogoś? Uważam, że trzeba to wszystko wyważyć. W rozmowach z innymi, czy to kolegami czy z nieznajomymi używam takiego sformułowania: „ile la produktywnych mi jeszcze zostało”. Mam w tej chwili 35 lat i liczę, że do 70 czyli do takiego wieku, gdzie myślę, że będę w stanie jeszcze o wszystko zadbać. Jestem już na półmetku. Przeżyłem już połowę swojego najlepszego czasu. Po 70 może być taki czas, gdzie już sam sobie nie poradzę, tylko będę potrzebował czyjejś opieki.

Wracam do pytania, żyć samemu, czy z kimś? Żyć dla siebie czy dla kogoś?

Nie ma chyba dobrej odpowiedzi na te pytania. Każdy co innego przeżył, chce przeżyć i każdy miał inne doświadczenia życiowe. Ale wracając do produktywnego życia. Uświadamiając sobie, że jestem na półmetku doszedłem do wniosku, że każdy dzień się liczy, każda chwila jest ważna. Już nie wspomnę o tym, że w każdej chwili może kogoś obok nas braknąć. A w swoim życiu jesteśmy w stanie dużo zrobić, dużo zmienić. Ktoś kto może, powinien walczyć w życiu o jak najlepszy dzień, ponieważ są i tacy, którzy bez czyjejś opieki 24 na dobę nie przeżyją ani chwili.
Jak najlepiej przeżyty dzień, aby powiedzieć sobie na koniec życia, że warto było, że ani jeden dzień nie był stracony.

Nauka Boga (kościoła katolickiego) mówi o tym, że kochaj bliźniego jak siebie samego.

Nie wiem czy da się żyć w odosobnieniu. Ja osobiście tak nie żyje i wśród moich znajomych nie wiem, czy bym kogoś takiego znalazł. Otaczają nas ludzie i będą otaczać. To życie kręci się wśród ludzi, z którymi gdzie by się nie obejrzeć, ktoś zawsze jest. Ja osobiście uważam, że bez osób obok, nie przeżyłbym ani chwili. Nie wyobrażam sobie, abym miał przeżyć to życie sam i dla siebie. Dbam o siebie, bo trzeba dbać, żebym miał siłę i chęci do tego, aby zadbać o kogoś. Dla mnie nauka Boga o tym, że bliźni, który jest obok mnie, jest ważny tak samo, jak ja. Raz, że Bogu pozostawiam swoje życie, a dwa że inni dostarczają mi radości. Będąc dla kogoś pomocny, potrzebny, wzmacniam siebie w życiu. Moje wewnętrzne morale rosną. Nie zamykam się na potrzeby innych, staram się w jakiś sposób każdej osobie pomóc, nie musi to być osoba znajoma. Nawet drobna pomoc dostarcza mi mnóstwo radości. Ja tak żyje i tym życiem chciałbym zarazić innych. To ja dbam o to, żeby komuś ze mną było dobrze, a nie oczekuję tego, od tej drugiej osoby. Lubię rozmawiać z ludźmi, przebywać między nimi. Spotykać się z nimi, szanować i kochać każdego jak siebie. Nie robię klasyfikacji, kogo bardziej lubię. Więcej czasu poświęcam tym, którzy są bliżej memu sercu, ale podejście do każdego mam takie samo. Nie ważne czy jest to moja żona, dzieci, rodzice, znajomi. Miłość do każdego jest taka sama. Dlatego ja uznaję, że bez kogoś obok, nie żył bym w ogóle. Moje życie nie miało by, żadnej długoterminowej radości. Byłaby to radość chwilowa. Tu i teraz na zasadzie, że coś sobie wymyślam, robię to i odczuwam z tego radość, pomijając innych. Radość krótko terminowa jest życiem dla siebie. To nie jest ta sama radość. Zawsze czegoś będzie brakować. Dlatego ja żyję dla drugiego człowieka, dla Boga, bo w nim pokładam nadzieję i jego nauki wykorzystuję w życiu, a najważniejszą powtórzę ją jeszcze raz, kochaj bliźniego swego jak siebie samego.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *